365 Obserwatorzy
122 Obserwuję
agzak

Agnieszka Żak

Autorka zbioru opowiadań "Karaluch w uchu", blogerka: https://agnieszkazak.com

Teraz czytam

Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski
Keith Houston, Paweł Lipszyc
Kosmiczny poradnik zycia na Ziemi
Chris Hadfield
Przeczytane:: 16 %
Teoretyczne minimum Co musisz wiedziec, zeby zaczac zajmowac sie fizyka
Hrabovsky George Susskind Leonard
Przeczytane:: 13 %
A Game of Thrones (A Song of Ice and Fire #1)
Przeczytane:: 2 %
Robótki ręczne
Cheryl, Rich Tennant, Trisha Malcolm, Pam Allen
Przeczytane:: 220/424 stron

Ileż można za tym lujem biegać?

Lubiewo bez cenzury - Michał Witkowski

Czytając "Lubiewo" zastanawiałam się, co to miłego chcę o nim napisać, ale potem odkryłam, że jestem dopiero w połowie i mi przeszło. Bo "Lubiewo" jest zwyczajnie za długie.

 

Przede wszystkim, na początku trzeba się w tę książkę wczuć, załapać jej język, realia. I gdy już się zrozumie, o co tu chodzi, zaczyna się czytać z pewną ciekawością nawet, zwłaszcza gdy się zupełnie nie zna tego ciotowego środowiska. Tyle że ta ciekawość zaczyna znikać zanim jeszcze dotrzemy do tytułowej plaży, bo w kółko dzieje się tu to samo – cioty biegają z wywieszonymi językami za chujami, wydzwaniają do siebie, mówią w formie żeńskiej i wymyślają artystyczne przezwiska. Wszystkie są stare, grube i narzekają jak to kiedyś było lepiej. I tak w kółko przez 400 stron, te publiczne szalety, plaże nudystów, wspominki, marudzenia, luje z wojska i luje w parkach.

 

Zresztą ta część marudząco-wspominkowa okazała się najciekawsza. Taki typowo polski klimat "a kiedyś do było lepiej", tęsknota za tym, co już nie powróci, wymieszana z czasami złotej młodości bohaterów: bo każdemu się wakacje zakładowe należały, krem był jeden, ale dobry, można całe życie w szatni pracować i mieć spokój, kawka, herbatka, gatki-szmatki. No i luja łatwiej było złapać, nie wspominając o barakach radzieckiego wojska… a teraz to tylko zgniły zachód, konsumpcjonizm, geje-aktywiści, wykolczykowani, wytatuowani, ogoleni. Nie ma już ani prawdziwych ciot, ani nawet porządnych mężczyzn, męskich bez kosmetyków i siłowni. 

 

I o ile nostalgiczne wspomnienie PRL-u doskonale wpisuje się w mit epoki, która bezpowrotnie odeszła, o tyle jak irytujące jest to narzekanie na współczesność plus to przekonanie, że "my" jesteśmy lepsi od "nich" i mamy monopol na prawdę. Uch. Ale najgorsza jest powtarzalność. W zasadzie wystarczyłoby wybrać parę co ciekawszych rozdziałów, najlepiej prezentujących środowisko, parę znaczących historii osobistych, a resztę wywalić. Tak z 1/4 wystarczyłoby przeczytać, reszta to to samo, to już wiem, to już czytałam, a to co za jakieś androny? Ileż można, no ileż można.

 

Dlatego gdy dotarłam do ostatniej strony, odczułam przede wszystkim ulgę, że to już. I zniechęcenie, by czytać "Drwala", który tyle czasu czeka na swoją kolej, ale co jeśli jest tak samo napisany, tak samo mnie wymęczy i w zasadzie w połowie będę wiedzieć już wszystko?

 

PS. Zabawne uczucie mnie naszło, gdy bohaterowie książki wspomnieli o pewnym artykule z "Forum", dokładnie tym, który te jak dobrze liczę 11 lat temu czytałam, w jednym jedynym numerze "Forum", jaki w moim życiu kupiłam. No proszę.

 

PS2. Kurde, aż tak stara nie jestem, ale jak w słowniczku zobaczyłam wytłumaczenie, że "Maryla" pojawiająca się w tekście to "Maryla Rodowicz" to się jednak dziwnie poczułam. Nawet by mi przez myśl nie przeszło, by mogła być jakaś inna Maryla albo że można by tego z kontekstu nie wyciągnąć.