365 Obserwatorzy
122 Obserwuję
agzak

Agnieszka Żak

Autorka zbioru opowiadań "Karaluch w uchu", blogerka: https://agnieszkazak.com

Teraz czytam

Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski
Keith Houston, Paweł Lipszyc
Kosmiczny poradnik zycia na Ziemi
Chris Hadfield
Przeczytane:: 16 %
Teoretyczne minimum Co musisz wiedziec, zeby zaczac zajmowac sie fizyka
Hrabovsky George Susskind Leonard
Przeczytane:: 13 %
A Game of Thrones (A Song of Ice and Fire #1)
Przeczytane:: 2 %
Robótki ręczne
Cheryl, Rich Tennant, Trisha Malcolm, Pam Allen
Przeczytane:: 220/424 stron

E-booki nie są niestety książkami, przynajmniej nie we Wrocławiu

Wczoraj (8 września) przy okazji Międzynarodowego Dnia Walki z Analfabetyzmem wystartowała we Wrocławiu akcja #czytawrocław. Tego też dnia każdy, kto czytał książkę w komunikacji miejskiej nie musiał płacić za bilet – od kontrolera zamiast mandatu dostał zakładkę.

 

akcja-czytam-wroclaw

 

Zakładki – co oczywiście – nie przydają się zbytnio czytelnikom e-booków, ale to jeszcze nie powód, by ich dyskryminować. Na stronie akcji znajdziemy bowiem taką informację (wytłuszczenie moje):

We wtorek, 8 września, każdy, kto podróżując komunikacją miejską, będzie czytał książkę (w wersji papierowej), nie musi mieć przy sobie biletu. Kontrolerzy MPK takim osobom zamiast mandatu będą wręczać akcyjne zakładki do książek.

 

Z jakiegoś powodu e-czytnik biletu nie zastąpi. Rozumiem jeszcze, że niechęć mogą wzbudzać telefony czy tablety, bo w końcu tylko na czas kontroli można otworzyć na nich jakikolwiek tekst, ale z drugiej strony – przyniesionej do autobusu książki też czytać nie trzeba, wystarczy udawać. Skoro więc cała zabawa opiera się na jakimś wzajemnym zaufaniu i przekonaniu, że nie próbujemy wydębić darmowego przejazdu, a rzeczywiście poczytać książkę, to nie bardzo wiem, czemu e-booki zostały z miejsca przekreślone.

Częścią akcji jest też wrzucanie na Instagrama i Facebooka zdjęć z tagiem #czytamwrocław i chwaleniem się swoimi lekturami. Tak się składa, że jakiś czas temu na Instagramie dotarł do mnie łańcuszek z chwaleniem się książkami. Wrzuciłam zdjęcie okładki na czytniku. Ostatnio brałam udział w konkursie i zrobiłam dokładnie to samo. Czytnikowcy też więc sobie radzą.

 

Generalnie akcja organizowana we Wrocławiu nie jest zła, choć boryka się z tym samym problemem co wszystkie tego typu inicjatywy – mianowicie przekonuje już przekonanych. Zwłaszcza że skierowana jest to tych bardziej ambitnych czytelników, na tyle zainteresowanych, by wchodzić na różne portale książkowe i w ogóle o akcji się dowiedzieć, posiadających konta w serwisach społecznościowych, którym chce się robić zdjęcia czytanych książek i recenzenckich stosików. Do tych, którzy zabierają książkę do tramwaju, kawiarni, parku, wszędzie, bo czytają dużo. Jasne, zwiększenie obecności książki w przestrzeni publicznej jest dobrą rzeczą, bo brakuje nam jednak w kraju czytelniczej kultury, ale nie zmienia to faktu, że #czytamwrocław jest głównie zabawą dla miłośników książek.

 

E-bookowcy też się do tej grupy zaliczają i potrafią być najbardziej ambitną, najwięcej czytającą częścią społeczności. W końcu nie inwestują w specjalne urządzenie po to, by potem nie kupować i nie czytać. A kupują też sporo, śledząc wszelkie promocje, BookRage i inne okazje. Rozumiem, że papierowa książka wciąż lepiej się prezentuje i na pewno lepiej sprawdza jako narzędzie promocyjne – w końcu specjalny czytelniczy kącik Book Club we Wrocławiu musi mieć półki uginające się od tomiszczy, żeby przyciągać uwagę, ale e-bookowcy kochają książki tak samo jak „papierowcy”.

 

Dlatego gdy następnym razem będziesz urządzał akcję promującą czytanie, nie zapomnij o nas. Nie potrzebujemy wiele – już nosimy całą bibliotekę przy sobie, zdjęciem też w razie czego możemy się pochwalić. A w autobusie czytnik bywa wygodniejszy od książki drukowanej.

 

Więcej o akcji w portalu Wrocław.pl.

 
Źródło materiału: http://agnieszkazak.com/2015/09/09/e-booki-nie-sa-niestety-ksiazkami-przynajmniej-nie-we-wroclawiu