365 Obserwatorzy
122 Obserwuję
agzak

Agnieszka Żak

Autorka zbioru opowiadań "Karaluch w uchu", blogerka: https://agnieszkazak.com

Teraz czytam

Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski
Keith Houston, Paweł Lipszyc
Kosmiczny poradnik zycia na Ziemi
Chris Hadfield
Przeczytane:: 16 %
Teoretyczne minimum Co musisz wiedziec, zeby zaczac zajmowac sie fizyka
Hrabovsky George Susskind Leonard
Przeczytane:: 13 %
A Game of Thrones (A Song of Ice and Fire #1)
Przeczytane:: 2 %
Robótki ręczne
Cheryl, Rich Tennant, Trisha Malcolm, Pam Allen
Przeczytane:: 220/424 stron

Parę słów o bohaterach

Lux perpetua - Andrzej Sapkowski

I tyle, skończyło się. Zawsze, gdy kończy się jakaś seria nachodzi mnie to dziwne uczucie, gdy nie wiadomo, co zrobić ze sobą dalej. I jakaś taka niemożność pogodzenia się, że skończyło się właśnie tak, jak się skończyło. Nawet nie dlatego, że chciałoby się inne rozwiązania – raczej dlatego, że podróż jest ciekawsza od przybycia do celu. I chciałoby się, żeby jeszcze chwilę ta podróż potrwała.

 

Przez pierwszą połowę książki Reynevan szuka swej Jutty tak nieporadnie, że nijak nie można się tym interesować, więc i wiele mnie wątek ich wielkiej miłości nie interesował, nawet gdy się w drugiej połowie rozkręcił. Za to niespodziewany duet Birkarta Grellenorta i Douce von Pack spodobał mi się dużo bardziej, może dlatego, że villainy zawsze trochę pociągają; gdy jakaś namiętność rozgrzeje ich ponure dusze. Douce prawie nic nie robi, nic nie mówi, a mimo to jest straszna. Taka postać ledwo zarysowana, ale wyraźnie.

 

Sam Reynevan dosyć dobrze się w tych książkach rozwija. Mądrzeje i mężnieje z jednej strony, a z drugiej – zawsze pozostaje trochę naiwny, zapatrzony w ideały. O ile w Narrenturm wydawał mi się zbytnio nierozsądny, tak w kolejnych tomach dorósł, rozwinął się, odcisnęły się na nim doświadczenia. Przyjemnie się o takich bohaterach czyta.

 

Strona historyczna… przyznaję, że się trochę pogubiłam w tych wojnach, przymierzach, zdradach, najazdach. Nie, żeby to było źle napisane, wręcz przeciwnie. Ale tyle nazwisk i palonych miast to dla mnie zbyt wiele do spamiętania. Tylko smutno się robi, po co to wszystko musiało tak płonąć i po co ta krew płynie. 

 

Tyle. Nie ma więcej. Chyba sobie Wiedźmina powtórzę w wolnej chwili.