365 Obserwatorzy
122 Obserwuję
agzak

Agnieszka Żak

Autorka zbioru opowiadań "Karaluch w uchu", blogerka: https://agnieszkazak.com

Teraz czytam

Język miast
Deyan Sudjic, Anna Sak
Kosmiczny poradnik zycia na Ziemi
Chris Hadfield
Przeczytane:: 16 %
Teoretyczne minimum Co musisz wiedziec, zeby zaczac zajmowac sie fizyka
Hrabovsky George Susskind Leonard
Przeczytane:: 13 %
A Game of Thrones (A Song of Ice and Fire #1)
Przeczytane:: 2 %
Robótki ręczne
Cheryl, Rich Tennant, Trisha Malcolm, Pam Allen
Przeczytane:: 220/424 stron

Harry Potter to nie mój fandom

Dawno, dawno temu, w roku 2000, miałam lat dwanaście. Co oznacza, że byłam w szóstej klasie podstawówki. Ubóstwiałam wtedy Frances Hodgson Burnett, Jamesa Olivera Curwooda i Przygody Trzech Detektywów. To też rok, w którym wydano w języku polskim pierwszą książkę o Harrym Potterze.

zdjęcie
Zestaw niekompletny. Kamień filozoficzny akurat zaginął gdzieś w burzy przeprowadzki.

 

Po Kamień filozoficzny nie sięgnęłam z bardzo prostego powodu – bo czytali go wszyscy. Potem zaczęły wychodzić kolejne książki, a ja dalej żywiłam awersję do tego, co popularne, powszechne i bestsellerowe. Był to oczywiście głupi, dziecięcy snobizm, który z czasem przeszedł i pozwolił odkryć choćby Millenium. Nauczył mnie jednak ostrożności jeśli chodzi o wielkie hity, bo dobra literatura to jedno, a agresywny marketing to drugie. To z kolei pozwoliło mi uniknąć koszmaru 50 twarzy Greya, nauczyło krytycznego spoglądania na nowości i kierowania przede wszystkim własnym gustem. Szkoda, że ten rodzaj snobizmu nie wszystkim z wiekiem przechodzi, bo pewnie wiele osób odrzuciła wywyższająca się postawa książkowych pożeraczy, co to czytają Hemingwaya w deszczu (punkt dla tego, kto zgadnie z czego ten tekst).

 

Ale to dygresja. Zaczęło się gimnazjum, a ja dalej nie czytałam Rowling, czytałam Pratchetta. W kinie pojawiły się filmy, na które nie poszłam. Zaczęło się liceum. Pewnie jakoś w tym czasie adaptacje zaczęły trafiać do telewizji, więc w końcu obejrzałam Kamień filozoficzny. Zapamiętałam głównie piszczący głos aktora podkładającemu głos Rona. Nigdy nie lubiłam filmów z dubbingiem.

 

Poszłam na studia. Małż, wówczas jeszcze niskolevelowy, bo zaledwie jako mój chłopak, zaproponował mi kinowy maraton. Cykl zdążył już dotrzeć do Zakonu Feniksa, obejrzałam więc pięć filmów w pięć dni. I nic. Wtedy już powinnam wiedzieć, że jestem za stara, by włączyć się w fandom.

 

Tymczasem Internet tonął w nawiązaniach do Hogwartu – memy, cytaty, opowiadania, dowcipy. Przesiąkłam tym, bo nie miałam wyjścia, bo nie dało się uczestniczyć w kulturze bez znajomości Harry’ego Pottera. Nawet okulary lenonki stały się okularami Harry’ego. Zaczęłam rozumieć nawiązania, pewną dynamikę i emocje wywoływane przez postaci, ale nie potrafiłam ich dzielić. W filmach nudziła mnie powtarzalność motywu – przyjeżdżamy jesienią do szkoły, coś się dzieje zimą, na wiosnę Harry ratuje wszystkich, wakacje i od początku. Przenoszenie w czasie z Więźnia Azkabanu wywołało u mnie pianę na ustach, bo nie znoszę podróży w czasie (poza nielicznymi wyjątkami. Lubię Los cronocrímenes).

 

W bodajże zeszłym roku Małż zaproponował, by urządzić kolejny maraton, tym razem w domu, bo na Amazonie cały cykl był tanio do kupienia. Wyszły już wszystkie filmy, mogłam w końcu poznać całą historię w skondensowanej formie.

 

I dalej nic. Dlaczego? Szczerze mówiąc, nie wiem. Może naprawdę jestem za stara. Może to trochę co innego, gdy się dorasta z książkami, a one razem z czytelnikiem. Może gdybym w podstawówce przeczytała Pottera teraz pałałabym tą samą nostalgią do niego co do Curwooda czy Trzech Detektywów. A teraz jest już za późno. Przeczytałam w końcu pierwszy tom, Harry Potter and the Sorcerer’s Stone w języku angielskim i nie czuję nic. Pamiętam tylko, że przez pierwsze 40% (tak to jest, jak się czyta na Kindle’u) nawet nie jesteśmy w Hogwarcie, co trochę mnie zaskoczyło, bo w filmie etap z Dursleyami był chyba krótszy.

 

Być może chodzi o to, że niczego ta książka nie miała przede mną do odkrycia. Znam tę historię, znam już bohaterów, znam nawet ich przyszłość. Nie ma więc dla mnie niespodzianek, zaskoczeń, prawdziwego zmartwienia, czy też bohaterom się uda. Nie ma niespodziewanych zwrotów akcji, nie ma w końcu magii. Jest tylko nigdy nieustające niezrozumienie dla Quidditcha.

 

Nie ma więc ani sentymentu, ani emocji, ani magii. Ale za to jak bym chętnie przeczytała znowu Trzech Detektywów

Źródło materiału: http://agnieszkazak.com/2015/07/29/harry-potter-to-nie-moj-fandom