365 Obserwatorzy
122 Obserwuję
agzak

Agnieszka Żak

Autorka zbioru opowiadań "Karaluch w uchu", blogerka: https://agnieszkazak.com

Teraz czytam

Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski
Keith Houston, Paweł Lipszyc
Kosmiczny poradnik zycia na Ziemi
Chris Hadfield
Przeczytane:: 16 %
Teoretyczne minimum Co musisz wiedziec, zeby zaczac zajmowac sie fizyka
Hrabovsky George Susskind Leonard
Przeczytane:: 13 %
A Game of Thrones (A Song of Ice and Fire #1)
Przeczytane:: 2 %
Robótki ręczne
Cheryl, Rich Tennant, Trisha Malcolm, Pam Allen
Przeczytane:: 220/424 stron

Czerwie, wszędzie czerwie

Diuna (Kroniki Diuny, #1) - Frank Herbert, Wojciech Siudmak, Marek Marszał

Po pierwszych kilkunastu stronach zatrzymałam się, by pomyśleć "coś tu jest nie tak". Albo autor ma zupełnie niestrawny styl, albo tłumacz zawalił. Przypomniałam sobie też, że z miesiąc temu guglałam tłumaczy Diuny, bo to chyba kontrowersyjny temat. W związku z czym będzie teraz oftop:

 

Czytałam tłumaczenie Marka Marszała, czyli to dobre. W przeciwieństwie do tego Łozińskiego. Tak, Łoziński to ten od nowego tłumaczenia Władcy Pierścieni. W moich poszukiwaniach trafiłam na tę analizę tłumaczenia. Nie będę się wykłócać nad przekładem poszczególnych terminów, ale nie mogę zrozumieć, jak można było poprzez tłumaczenie zmienić sens tekstu oryginalnego albo wyciąć (!) fragmenty tekstu. Cieszę się, że mam jednak tłumaczenie Marszała.

 

 

Wracając do samej książki - napisana jest bardzo dobrze, musiałam tylko przedrzeć się przez tę pierwszą scenę, poznać lepiej postaci i realia, wkręcić się w świat. Diuna może nie pochłonęła mnie całkowicie, ale jest jedną z tych książek, które są szczegółowo dopracowane, rozbudowane. Na końcu książki znajdziemy dodatki o bohaterach, ekologii, religii oraz słowniczek i mapkę. W samej powieści znajdziemy mnóstwo dopracowanych szczegółów, cały wielki, wspaniały, pustynny świat. Uwielbiam takie książki. Uwielbiam, gdy autor się stara, gdy autor nie pozostawia nierozwiązanej nawet najdrobniejszej kwestii. Gdy powołuje do życia cały świat.

 

I czerwie. Nie oszukujmy się, nie można nie kochać czerwi.

 

Mam tylko jeden problem - mimo Gary'ego Stu Paula i Mary Sue Alii (co było miejscami naprawdę irytujące) kończy się dokładnie w miejscu, w którym mogło by się zaczynać, a ja nie planowałam w tym roku czytać reszty cyklu. A teraz trochę bym chciała, chcę wiedzieć, co dalej będzie z Diuną. Tak, z Diuną, tudzież Arrakis, bo z postaciami mam ten problem, że mnie nie przekonują. Lady Jessica w którymś momencie robi się zupełnie zagubiona, a Alia to podręcznikowa Mary Sue. Z Muad'Dibem bywa różnie - momentami wie wszystko, wie wszystko, jest irytująco doskonały (zwłaszcza w środkowej części książki), a momentami jednak jest w nim trochę realizmu, zmaga się z przeciwnościami, ma problemy, popełnia błędy, co go trochę ratuje. Lepiej już chyba od głównych bohaterów wypadli ci drugoplanowi.

 

Ale zalesioną Diunę bym zobaczyła… może w przyszłym roku.